
- Wiem, że urodziła się Pani w Ukrainie. Skąd dokładnie Pani pochodzi?
- Tak, urodziłam się w Odessie. To przepiękne, portowe miasto.
- Ile lat mieszkała Pani w Ukrainie? Kiedy przyjechała Pani do Polski?
- Mieszkałam tam 17 lat. W 2002 roku wraz z najbliższą rodziną przeprowadziliśmy się do Polski jako repatrianci. Udowodniliśmy, że jesteśmy Polakami i otrzymaliśmy obywatelstwo polskie.
- Czyli przeprowadziła się Pani do Polski z całą swoją rodziną?
- Ze mną przyjechali rodzice, dwaj bracia i siostra oraz dziadkowie. W Ukrainie została moja dalsza rodzina - wujkowie, siostry i bracia cioteczni, przyjaciele, znajomi… Przez te 17 lat człowiek nawiązywał wiele bliskich relacji.
- Mieszka Pani na terenie Gminy Chęciny?
- Od momentu przyjazdu do Polski, mieszkam w Gminie Chęciny. Tutaj ukończyłam szkołę średnią i tutaj też znalazłam miłość mojego życia. Mój małżonek pochodzi z tych terenów. To tu poznałam wielu wspaniałych ludzi. Bardzo dobrze mi się tutaj mieszka.
- Czym się Pani zajmuje?
- Jestem nauczycielem języka rosyjskiego i muzyki, a prywatnie jestem mamą trzech urwisów – moich skarbów.
- Lubi Pani pracę z dziećmi?
- Uwielbiam. Taka praca sprawia mi wielką przyjemność.
- Wiem też, że uwielbia Pani również muzykę i śpiew. Czy już od dzieciństwa wykazywała Pani zdolności artystyczne?
- Pochodzę z rodziny muzykalnej i to chyba było dla mnie czymś naturalnym. Moi rodzice, dziadkowie, a nawet ciocie i wujkowie śpiewali w chórze parafialnym w Odessie. Można powiedzieć, że wyrosłam na tym chórze (śmiech), ponieważ rodzice zawsze zabierali nas na próby chóru. A jak śpiewała cała rodzina, to przecież nie było z kim dzieci zostawić (śmiech). Tak naprawdę cały czas towarzyszy mi muzyka. Muzyka to ja. Bez niej nie byłabym sobą.
- A Pani mąż też lubi muzykę?
- Tak, mój mąż też uwielbia muzykę! Zdradzę Pani, że poznaliśmy się u franciszkanów w Chęcinach. Oboje pomagaliśmy pacjentom ośrodka San Damiano w oprawie muzycznej Mszy Świętych. Także połączyła nas muzyka i Ewa z gitarą.
- To piękna historia.
- W ogóle mój mąż, podobnie jak ja, wywodzi się z rodziny muzykalnej. Także nasze święta i uroczystości rodzinne są bardzo wesołe, przepełnione śpiewem i radością. Ale ogólnie, nawet bez okazji, staramy się korzystać z każdej chwili, kiedy można pośpiewać.
- Swoim śpiewem uświetnia Pani wiele wydarzeń kulturalnych w Gminie Chęciny. Jakby Pani miała opisać, czym jest dla Pani muzyka?
- To kawałek mojego serca. Ja bez muzyki jestem „jak ryba bez wody”. Zauważyłam też, że zdecydowanie lepiej dogaduję się z ludźmi, którzy kochają muzykę. Może po prostu „nadajemy na tych samych falach”.

- Wróćmy teraz do tematu Ukrainy. Czy odwiedzała Pani ten kraj, mieszkając już w Polsce?
- Ostatni raz w Ukrainie byłam 13 lat temu w podróży poślubnej. W tym roku mieliśmy jechać tam na wakacje… Ale tak się stało, że to „Ukraina przyjechała do nas”…
- Jakby miała Pani opisać Ukrainę, jaki to kraj? Jaki jest naród ukraiński?
- Każdy kraj jest piękny, bo każdy kraj ma swoją kulturę, tradycje, mentalność. Ukraińcy to bardzo dobrzy, życzliwi ludzie, a w dodatku bardzo gościnni i ciepło nastawieni do drugiego człowieka.
- A co Pani powie na temat kuchni ukraińskiej? Ma Pani jakieś ulubione danie?
- Ach, oczywiście! Nie będę chyba oryginalna, jak powiem, że jest to barszcz ukraiński. Uwielbiam też faszerowaną rybę, którą zawsze przyrządzała moja babcia. To bardzo trudne danie. Najpierw gotuje się kilka rodzajów ryby, potem zdejmuje się z ryby skórę i ją faszeruje. To bardzo pracochłonne, ale smak tej potrawy jest tego warty.
- Ciekawi mnie, jak wyglądało nastawienie mieszkańców Ukrainy do Rosjan? Mam tutaj na myśli czasy jeszcze przed wojną.
- Oni zawsze traktowali Rosjan jak braci. Nawet do tej pory w to wierzą… Nigdy nie traktowali ich negatywnie. W Odessie zresztą mieszkałam na takiej ulicy „międzynarodowej”. Wszyscy wiedzieli, że jestem Polką. Moi sąsiedzi byli Ukraińcami, Rosjanami, naprzeciwko mnie mieszkał Estończyk, obok Bułgar i Ormianin. Każdy był do siebie mile i przyjaźnie nastawiony. Każdy szanował odmienność kulturową.
- Czy spodziewała się Pani agresji zbrojnej Rosji, że dojdzie do takich wydarzeń?
- Przyznam szczerze, że w moim sercu zawsze było takie przekonanie, że Putin kiedyś jednak sięgnie po Ukrainę zaczynając od Krymu. I wiele osób tak myślało. Teraz po prostu potwierdził nasze obawy, które były w nas od dawna…
- A, czy w Ukrainie ma Pani jeszcze rodzinę, przyjaciół, bliskich?
- Tak, oczywiście mam, przyjaciół, dawnych sąsiadów, znajomych, wujków, ciocie - wszyscy zostali tam…
- Czy ma Pani z nimi kontakt? Jak oni się czują, co mówią? Pewnie nie wszystko trafia do opinii publicznej…
- Oczywiście. Są bardzo dzielni. Walczą jak tylko mogą najlepiej, nie zawsze z bronią w ręku. Oddają co tylko mają, żeby ci którzy walczą mieli siłę do obrony kraju. Kobiety gotują dla żołnierzy. Każdy sobie wzajemnie pomaga. Tak naprawdę tylko mały procent myśli o ucieczce. Przede wszystkim ci, którzy mają małe dzieci. Oni już psychicznie po prostu nie wytrzymują. Ale są i tacy, którzy pomimo to zostają. Proszę sobie wyobrazić, że w Odessie moi znajomi cztery razy w ciągu nocy z malusieńkimi dziećmi schodzili do schronu, bo były alarmy przeciwbombowe. Siedzieć w tej piwnicy z łomem, ze świadomością, że nie wiadomo, czy już się z niej wydostaną. Proponowałam im, żeby przyjechali do nas, a oni mi wtedy powiedzieli: „Będziemy walczyć i bronić Ukrainy jak tylko możemy” (łzy wzruszenia). Oni proszą przede wszystkim o modlitwę. Ja wierzę, z całego serca, że tylko Pan Bóg może to powstrzymać. Mówią, że czują nasze wsparcie. Czują, że nie są sami w tym wszystkim.
- Godna podziwu jest także postawa prezydenta Ukrainy - Wołodymyra Zełenskiego…
- Jestem bardzo dumna z Pana Prezydenta Zełenskiego. On jest takim przykładem waleczności i to daje ludziom bardzo dużo otuchy i takiej motywacji, że jest o co walczyć.
- A, czy ma Pani znajomych w Rosji?
- Nawet w Moskwie mieszka moja koleżanka…
- Co oni mówią? Z tego co przekazują polskie media, większość Rosjan żyje w dezinformacji. Czy to prawda?
- Żyją w dezinformacji. Twierdzą, że Putin po prostu pomaga ukraińskiemu narodowi wyzwolić się spod władzy nacjonalistów. Oni nie wiedzą, że jest wojna, tylko myślą, że Putin atakuje jedynie jednostki wojskowe. Takie informacje do nich docierają. Nawet młodzi ludzie z dostępem do internetu tak myślą. Moja koleżanka jest Rosjanką. Wyprowadziła się z Odessy i mieszka
w Moskwie. Rozmawiałam z nią ostatnio o tym, co się dzieje w Ukrainie. Ona mi odpowiedziała: „Ja nie mogę zdradzić swojego narodu, ja ślubowałam temu narodowi wierność”. Tak do tego podchodzą Rosjanie... Boją się źle powiedzieć na władzę. Napisałam jej tylko, że „Prawda w końcu zwycięży”.
- Pani Antonino, to co obserwujemy w Polsce, ten wyjątkowy zryw Polaków i natychmiastowa chęć pomocy Ukraińcom. Można powiedzieć, że staliśmy się jedną wielką rodziną…
- Oni są bardzo wdzięczni za każdą, choćby najmniejszą, pomoc. Naprawdę są aż zdziwieni tym, jak wielka jest ta pomoc. Chciałabym podziękować każdemu, kto wsparł ich, czy to finansowo, czy rzeczowo, czy też modlitwą. Chcę też powiedzieć, że naród ukraiński też bardzo się zjednoczył w tym całym bólu, w tej tragedii. Tak jak my tutaj zorganizowaliśmy się wszyscy, tak samo oni tam na miejscu, co tylko mają oddają tym bardziej potrzebującym. Przyjmują do swoich domów obcych ludzi i dzielą się wszystkim co mają. Więc to jest takie pozytywne w tej całej tragedii.
- Mieszkańcy Gminy Chęciny też aktywnie włączyli się w chęć niesienia pomocy.
- Tak, bardzo! Naprawdę wszyscy otworzyli swoje serca i zaangażowali się w pomoc. Z całego serca dziękuję wszystkim instytucjom, organizacjom i ludziom dobrej woli! Pamiętajmy, że oni ciągle potrzebują naszej pomocy…
- Czego potrzebują najbardziej tam na miejscu, w Ukrainie?
- Bardzo, ale to bardzo potrzebują wszelkich medykamentów – leków, opatrunków, bandaży, środków do dezynfekcji. Potrzebują też odzieży termoaktywnej, śpiworów, koców, karimat, hełmów, kamizelek kuloodpornych (co najmniej trzeciej klasy odporności). Potrzebne są także latarki, baterie. Świetnym rozwiązaniem są dla nich też latarki solarne. Do tego jedzenie długoterminowe, suchy prowiant. Jestem bardzo wdzięczna każdemu, kto pomaga!
- Pani Antonino, wydaję mi się, że w Ukrainie zostawiła Pani cząstkę siebie…
- Wśród tego narodu dorastałam, więc nic dziwnego, że są w moim sercu. Zaatakowali moich sąsiadów, których bardzo szanuję, moich wspaniałych przyjaciół (łzy wzruszenia)… Zaatakowali moją rodzinę…Proszę o modlitwę o pokój.